Zapraszam na moje media społecznościowe

Kolorowy Kłębek

Hipopotam Grześ

 

W krainie Kolorowy Kłębek był bardzo upalny dzień. Mieszkańcy zajadali się lodami i popijali zimne napoje. Wszyscy byli zadowoleni i korzystali ze słońca. Mały hipopotam Grześ, wraz z rodzicami postanowił pójść ochłodzić się na pobliskie jezioro. Grześ uwielbiał tam chodzić, ponieważ bardzo lubił się wylegiwać na mięciutkiej trawce, zaraz po kąpieli. 

Gdy doszli na miejsce, Grześ był bardzo zaskoczony tym co widział.

– Łoooł, ale tłumy – powiedział – ciekawe gdzie znajdziemy jakieś miejsce.

– Nie martw się hipciu, na pewno zaraz coś się zorganizuje – powiedział do niego tata z uśmiechem. Mama również się do niego promiennie uśmiechnęła i dodała.

– Noo, nie rób takie smutnej minki. Przecież na pewno super spędzimy ten czas.

Grześ miał nadzieję, że tak będzie. Poszli więc poszukać dobrego miejsca dla siebie. Nie było to łatwe zadanie, ale w końcu im się udało. Na dodatek w bardzo fajnym miejscu gdzie jest troszkę cienia, dzięki ogromnemu drzewu.

– Mogę iść do wody mamo? – zapytał hipcio, nie mogąc się doczekać odpowiedzi.

– Tak, Skarbie, tylko nie odchodź za daleko.

–  Dobrze mamo.

– i nie wchodź na głęboką wodę. Nie potrafisz jeszcze tak dobrze pływać mały – dodał tata, grożąc palcem.

Grześ przytaknął rodzicom i szybciutko pobiegł w stronę jeziora. Niestety musiał poprzeciekać się obok kilku osób, ale w końcu wszedł do wody.

– Ale przyjemna woda, idealna na taki upał – powiedział do siebie hipopotam.

Szedł i szedł będąc w wodzie. Troszkę ponurkował, popływał na plecach i wpadł na pomysł, żeby zobaczyć co robią jego rodzice. Niestety nigdzie nie mógł ich znaleźć. Rozglądał się nerwowo w jedną i drugą stronę, ale bez skutku. Mały hipopotam zaczął się denerwować i nawet nie zauważył kiedy wypłynął na głęboką wodę. Gdy nie poczuł pod nogami dna, spanikował i zaczął machać łapkami we wszystkie strony. Zaczął się topić.

– Ratunku… pomocy – wołał z nadzieją, że ktoś go usłyszy albo chociaż zobaczy.

Dużo ludzi obejrzało się w jego kierunku, ale ani się obejrzał a już przy nim była motorówka z ratownikami. Szybko wciągnęli go na nią wciągnęli i popłynęli na brzeg. Wystraszony Grześ zaczął cichutko płakać i wołać rodziców. Nagle zauważył ich biegnących w jego stronę. Widać było, że są tak samo wystraszeni jak on.

– Całe szczęście, że nic Ci nie jest – powiedziała mama z łzami w oczach i okno go do siebie przytuliła.

– Przecież Ci mówiliśmy mały, żebyś się nie oddalał – powiedział tata, ze złością w głosie.

– Przepraszam. Ja chciałem przecież tylko troszkę popływać. Nawet nie wiem kiedy tak daleko się znalazłem.

– To teraz będziesz juz wiedział, że należy się bardzo pilnować w takim tłumie, ale i nie tylko. Tak samo musisz postąpić w sklepie czy w parku. Obiecujesz, że będziesz o tym pamiętał? – zapytał tata.

– Pewnie, że tak. Teraz znacznie częściej będę się upewniał czy nie jestem za daleko od was.

Mama pocałowała Grzesia w środek pyszczka, a ratownikom podziękowała za uratowanie synka. Wszyscy w trójkę poszli w stronę budki z lodami, aby się ochłodzić.

 

Morał z tej bajki wypływa taki, że jeśli jesteś mądry i kumaty, zawsze będziesz słuchał mamy i taty.